Czterej pancerni i pies

Pancerny 1 (PROJEKTOR)

Ja to sposród was mam najgorzej

Czekam i czekam, na łasce bożej

Aż zaprosicie, łaskę zrobicie

Wykorzystacie i porzucicie

 

Pancerny 2 (GENERATOR)

Ty masz najgorzej bracie kochany?

To ja wciaż czuje się wykorzystany

Zrób to, zrób tamto, wciąż dla kogoś robię

Nie mam nawet czasu pomyśleć o sobie

 

Pancerny 3 (MANIFESTUJACY GENERATOR)

Weź mnie nie osłabiaj to ja siedzę w dole

Myslałem, że mogę, chciałem być idolem

Szybkością i celem wszystkich was przegonię

Co z tego skoro i tak siedzę na ogonie

 

Pancerny 4 (REFLEKTOR)

Bracia kochani, nie chcę wam przeszkadzać

Ani do klótni zbędnej doprowadzać

Wszyscy jesteśmy do bani, to się zwie depresja

Potrzebna nam bedzie niezła dekompresja

 

Pies (MANIFESTOR)

Przestańcie się kłócić łajzy, patałachy

Dalej ćwiczyć mi tu, bo poszarpię łachy

Co? Mam to odszczekać? A co mi zrobicie?

Przewróciło się w głowie, straszne jak bredzicie.

 
Jednym skinieniem, jednym spojrzeniem, do tańca zaproś mnie
Pokażę Ci światło, pokażę Ci cienie, przez noc przeprowadzę Cię
Razem przez wody Styksu przepłyniemy, rozprawię  się z Twoim Cerberem 
Potem zacznę rozbierać Cie, Ty naga pod rewerberem.
 
Nie boj się, nie skrzywdzę cię, wiem, czasem Cię przerażam
Niczym Lucyfer, niosący światło, prawda zazwyczaj poraża
Próbuję więc dawkować ją, byś nie przedawkowała
Cierpliwości czasem brak, lecz nie chcę byś cierpiała
 
Wiem czego pragniesz, wyprzedzam twe myśli, pragnę byś też je odkryła
Z grzeczności odarta, dzika i wolna, w pył mury obróciła.
Nie pomogę ci, nie mogę się ruszyć, jeśli mnie nie przywołasz
Lecz gdy już przyjdę, wezmę Cię w ramiona, oprzeć mi się nie zdołasz.  
 
 
 
Nie siedź bezczynnie, ale nie prowokuj
Jak pająk na sieci, przypatruj się z boku
Jak ośmiornica, macaj mackami
Jak ślimak badaj, wyczuwaj czułkami
Gdy już wybadasz, sidła pozakładasz
Czekasz na „kolację”, a potem dopadasz. 
Nie wiesz czy lubisz danie serwowane?
Spróbuj, zawsze przecież możesz zmienić zdanie.  
Mim Leon Reflektor
Leon to artysta, umie zrobić szpagat
Gdzie się nie pojawi, kopia, pastisz, plagiat
Marzy mu się sława, wszędzie nos swój wściubi
Jednak w towarzystwie nikt go zbyt nie lubi
Leon co dzień rano, wdziewa nowe szaty
Czasem total look, aksamit, brokaty
Innym razem wstążki, lub kolory tęczy
Jednak gdzie nie pójdzie obecnością dręczy
Leon to artysta nieoryginalny
Prześmiewca, mim, kopiant, niereformowalny
Stąd konflikty różne, stąd wszystkie niesnaski
Taki przykład : mlaska ktoś, on kopiuje mlaski
Gdy ktoś w kapeluszu przyjdzie on kapelusz wdziewa
Gdy ktoś ziewnie, on nagle także zacznie ziewac
To nie wszystko, jeszcze gorzej, Leon hipokryta
Jego zmienność i niestalość, slawą jest okryta
Może byc każdym, jak lustra odbicie
Nie lubicie siebie, go znienawidzicie. 
Gdy wchodzi do sali wnet czuje wibracje
Każdej zmiany drobnej czuje alteracje
W towarzystwie świętych, jak święty się czuje
Gdy ktoś agresywny, ten wnet atakuje
Bez osobowości, ma tysiące twarzy
Za a nawet przeciw, piwo sobie waży
Życie kameLeona to czysta udręka
Niewidoczny, tysiąc wcieleń, męczy się i stęka
Jednak jak nikt inny pismo nosem czuje 
Chcesz poznać sam siebie? Jego obserwujesz
Zaproś go do tańca, odrzuć gniewu pancerz
Kopiując cię, zobaczysz jaki z ciebie tancerz.
 


Już od zalążka, jeszcze w brzuchu matki
Niezmiernie niecierpliwił się
-No kiedy wyjdę, nie chce już tu siedzieć,
Jestem gotowy, no wypuśćcie mnie!

– Zaczekaj kochanie, to jeszcze nie moment
Dam ci znać, kiedy nadejdzie czas,
Pobaw sie teraz, popływaj, zrelaksuj
Się nie obejrzysz, wnet zobaczysz nas

Mantis Kung Fu Mistrz już w siódmym miesiącu
Podejmuje próbę uwolnienia się,
Mama w szoku. – Nie, to nie czas jeszcze!
Kung Fu Mantis z „matrix” wciaż siłuje się

W złości szaleje, wizje pogromu
Bezsilność i rozpacz, kopie mamę w brzuch
– Zaraz oszaleje, mnie tu przetrzymujesz!
Mama się cieszy, czuje w brzuchu ruch

Strateg pierwszej klasy, plan wyjścia planuje
Szybki jak Bruce Lee, nic go nie powstrzyma
Jednak coś mu drogę do wyjścia blokuje
Ten pas bezpieczeństwa, to ta pępowina.

Aż pewnego dnia drzwi się uchylają,
Mantis Kung Fu gotów, entuzjazm w zenicie
Wszystkie jego plany, nagle się spełniają
Bez wysiłku, w swoim czasie, wchodzi w nowe życie.

Wywiad z Johnem Lenonem Czystym Generatorem

„Kiedy miałem 5 lat matka powiedziała mi, że szczęście jest podstawą dobrego życia.”
Nie konto w banku, nie wykształcenie, lecz lekki sposób bycia
To droga przez las, rejs przez morze, przez wartką rzekę przeprawa
To dobry sen po cieżkiej pracy, satysfakcja, zabawa

„Kiedy poszedłem do szkoły, zapytali mnie kim chcę być jak dorosnę”.
W jakim zawodzie osiągnę sukces, przyciągnę spojrzenia zazdrosne
Lekarz, może prawnik, lub też nauczyciel,
Piekarz, kelner, sprzedawca, albo doręczyciel?

Pracowity jestem, wytrwały, cierpliwy
„Odpowiedziałem po prostu, że chcę być szczęśliwy”
Nie wiem co w przyszłości, nie opiszę słowem
Gdy życie zawoła, na pewno odpowiem
Wyrocznia delficka w świątyni ukryta
Tak lub nie odpowie, gdy mnie ktoś zapyta.

„Odpowiedzieli mi : – Chlopcze, nie rozumiesz pytania…”
Rozumiem, lecz nie jestem tu od zarządzania
Nie dla mnie szukanie czy inicjowanie,
Otwieranie projektów, marzeń ustawianie
Swoje miejsce w świecie wreszcie zrozumiałem
„To wy nie rozumiecie życia”- w końcu powiedziałem.